niedziela, 16 czerwca 2013

trening po czy przed śniadaniem?

Niedługo mija 4 miesiąc praktykowania na sobie zdrowych nawyków. Zrobiłam mega wielkie postępy w myśleniu, każdego dnia starałam się robić coś lepiej, nadreptałam na prawdę kilometry małych kroczków... Przerwy w treningach nie trwały u mnie dłużej niż 2 dni, zaraziłam sportem swoją mamę, ćwiczyłam razem z nią zumbę gdy byłam w Polsce, kupiłam miesięczny karnet na siłownie (mimo, że kosztowało mnie to na tak krótki czas aż 50 Euro!), pobiłam rekord wykonanych treningów z Chodakowską w miesiącu (20h), zaczęłam uważać na białko, jeść warzywa maniakalnie i RYBY!, dbać o wygląd posiłków, zainwestowałam w porządne ciuchy sportowe, przebiegłam pierwszy raz od dawna 15km (może to nie jest mój rekord, ale i tak jestem dumna), poza tym urodziła mi się w głowie masa nowych pomysłów i dyscyplin w jakich chciałbym spróbować swoich sił w te wakacje, ale o tym później...

W ostatnim czasie pojawiło się u mnie jednak kilka takich problemów natury czysto technicznej, jedynym z nim jest to kiedy trenować? przed czy po śniadaniu?

Wcześniej w ogóle mnie to nie interesowało. Samym sukcesem było ruszenie tyłka z kanapy i zmobilizowanie się do aktywności. Teraz gdy sport stał się dla mnie uzależnieniem, fajnie było by mieć pojęcie o pewnych reakcjach, które przebiegają w organizmie, aby to co robię było, najbardziej skuteczne.
Wczoraj w czerwcowym niemieckim SHAPE znalazłam informacje:

"Poranny trening spala tłuszcz przede wszystkim przed śniadaniem. Badania z Uniwersytetu w Glasgow wskazują, że ten kto zaraz po obudzeniu , jeszcze przed śniadaniem uprawia sport, spala 33% więcej tkanki tłuszczowej i przez cały dzień odczuwa mniejszy apetyt."

Tak jak wcześniej pisałam, w ogóle się nad tym nie zastanawiałam gdy zaczynałam aktywność. Przyzwyczaiłam się owszem do picia 0,75l wody w ciągu pierwszych 30minut od obudzenia i jedzeniu śniadania w ciągu pierwszej godziny. Nie znajdywałam czasu na ćwiczenia, a poza tym byłam święcie przekonana, ze zrobi się niedobrze bez śniadania. Czasem udawało mi się spędzić na siłowni 2,5h jeszcze przed południem, ale było to zawsze po śniadaniu.

Okazuje się jednak, że warto spróbować czegoś innego, poznać swoje ciało i dowiedzieć się jak będzie ono  reagować na małe zmiany. Może się przecież okazać, że treningi na czczo nie są dla nas, ale a drugiej strony perspektywa efektywniejszego work out'u też jest niczego sobie, więc warto spróbować.

A oto informacje jakie zgromadziłam:

Na fitness.sport.pl znalazłam ciekawy, dość obszerny artykuł na ten temat. Autor powołuje się na belgijskich badaczy i eksperymencie jaki wykonali, który jednoznacznie wskazuje, że grupa mężczyzn trenująca rano, przy diecie wysokokalorycznej nie przytyła ani nie zmieniła się ich odporność na działanie insuliny w przeciwieństwie do dwóch innych grup.

"To badanie pierwszy raz udowodniło, że najlepszy trening, to trening poranny, wykonywany jeszcze przed śniadaniem. Procesy energetyczne w mięśniach zachodzą łatwiej, poprawia się tolerancja glukozy oraz wrażliwość na insulinę" - powiedział autor badania. 

"Te osoby, którym zależy na zrzuceniu kilku zbędnych kilogramów lub utrzymaniu wagi, a które wiedzą, że podczas porannego treningu nie będzie im się kręciło w głowie, powinny postawić na przedśniadaniowe ćwiczenia. Jogging, jazda na rowerze, pływanie, czy bieżnia są w tym wypadku bardzo wskazane. Wynika to z faktu, że to właśnie z rana najlepiej działają hormony odpowiedzialne za metabolizm, samopoczucie, spalanie tłuszczu. Poranną aktywność należy rozpocząć od rozgrzewki, która nie tylko pobudzi krążenie ale i dotleni organizm i skórę. Nie jest to jednak najlepsza pora na ćwiczenia, wymagające dużego wysiłku."

Sportconnect.pl również pisze na ten temat w swoim artykule. Podkreślając fakt, że osoby którym w szczególności zależy na stracie kilku kilogramów, powinni w miarę możliwości o ile pozwala im na ta zdrowie trenować jeszcze przed śniadaniem.

* * *

Ja korzystając dzisiaj z dnia wolnego, również spróbowałam ćwiczyć przed śniadaniem i o dziwno nie miałam żadnych zawrotów głowy, a burczenie w brzuchu nie było też jakimś specjalnym problemem. Owszem, na pierwszą próbę odpuściłam sobie intensywne cardio czy ćwiczenia siłowe...  jak zalecają w artykułach- to wolę sobie zostawiać jednak na późniejsze godziny. Ale przyjemna joga na macie, wprawiła mnie od rana w dobry nastrój, a i śniadanie smakowało mi jakoś lepiej...














1 komentarz :