niedziela, 13 października 2013

Moje japońskieLOVE : * O SUSHI w diecie*

Dziś chciałabym prześwietlić skład małych rybnych ruloników z ryżem i rybcią, które wszyscy znają pod nazwą sushi. Danie z surowej ma ryby ma wielu zwolenników na całym świecie, ale i tak samo wielu przeciwników.
Ja kontakt z tym japońskim cudem mam stosunkowo od niedawna. Pierwszy raz surową rybę jadłam w Warszawie w japońskim fast-foodzie jakoś przed rokiem. Wspomnienie raczej nie należało do najprzyjemniejszych, bo nie oszukujmy się jedzenie sushi w plastikowym talerzyku, plastikowymi sztućcami, z byle jakim sosem sojowym w centrum handlowym jest po porostu słabe. To trochę jak montowanie gazu do ferrari, albo picie whisky w kubeczku jednorazowym. Jedzenie sushi trzeba celebrować, wtedy uzyskuje się 100% przyjemności.

Jako, że obecnie jestem totalnie crazy na punkcie sushi, a od wczoraj mogę z dumą powiedzieć, że samodzielnie przyrządzam je w domu to pomyślałam, że fajnie było by się podzielić z Wami moją nową kuchenną inspiracją. Zgromadziłam trochę wiedzy od osób które od lat skręcają w swojej kuchni nori (prasowane algi), naczytałam się trochę o sushi więc fajnie jest to jakoś podsumować.

RYBA : warto pamiętać, że najtłustsza rybka jest lepsza od najchudszej polędwiczki z racji wartościowych tłuszczów i kwasów omega-3, więc nawet na diecie warto za nią chwytać i nie bać się! Osobiście polecam łososia. Jest to moja ulubiona rybka, ale makrela, śledź i tuńczyk, też są całkiem niezłe. Jeśli mówimy o surowej rybie, istnieje oczywiście zagrożenie zatrucia się jakąś bakterią czy pasożytem (mi ani moim znajomym się to jeszcze nigdy nie przytrafiło). Można rybkę zawsze podgotować, albo zrobić wersję wegetariańską bez ryby, albo np. z SURIMI. I pamiętać, że lepiej jest kupić rybkę mrożoną niż świeżą! 

WODOROSTY : jestem fanką wszystkiego co zielone, w tym wszelkiego rodzaju alg i właśnie wodorostów. Nie są one może specjalnie popularne w Polsce, jednak na moim talerzu (i twarzy) pojawiają się często o czym pisałam w poście o spirulinie. Są niskokaloryczne i...

"Uważa się, że działają bakteriobójczo, chronią przez niektórymi nowotworami, wzmacniają system immunologiczny, pomagają zwalczyć kłopoty trawienne, obniżają stężenie cholesterolu i ciśnienie krwi, a także ułatwiają odchudzanie i rozrzedzają krew." 
(zdronet.pl)

RYŻ : minusem jest to, że ryż do sushi musi się kleić. Więc trzeba go po prostu rozgotować, a co za tym idzie powyższa się poziom glikemiczny i skacze poziom cukru. Najczęściej spotykaną opcją w sushi jest biały ryż, ale warto zaopatrzyć się w brązy ryż jeśli robimy w domu lub zapytać w knajpce o inną opcje, gdyż taki będzie na pewno lepszym rozwiązaniem.

WARZYWA, OWOCE : tu można zdrowo polecieć. Jeśli chodzi o warzywa to nie patrze specjalnie na wartość kaloryczną nawet jeśli chodzi o najbardziej kaloryczne awokado. W jednym ruloniku i tak nie zmieści się tego wiele. Poza tym chętnie dorzucam też ogórki, sałatę, paprykę, marchew, szparagi czy nawet melona. Ostatecznie można też się ograniczyć do samych warzyw, jeśli ktoś nie przepada, albo boi się jeść surowe mięso (w wersji wege można jadać nawet częściej).

SOS SOJOWY, IMBIR I WASABI : obowiązkowe dodatki kuchni orientalnej. Soja zawiera pełnowartościowe białko roślinne, dlatego tak chętnie sięgają po nią wegetarianie. Tylko trzeba, uważać bo może wywołać efekty alergiczny co u poniektórych. Imbir i wasabi są zaś mało kaloryczne i idealnie wzbogacają smak.

SERKI  & TWAROŻKI, TOFU, JAJKA : też całkiem przyjemne dodatki, na pewno zdrowsze, mniej kaloryczne niż majonez, fajnie komponują się ze świeżymi warzywami.

To tylko część tego co można użyć do tego dania, paleta możliwości jest ogromna i  w dużym stopniu zależy od zdolności i wyobraźni kucharza oraz rodzaju sushi jakie mamy zamiar przygotować. Ja osobiście jestem na początku swojej drogi z odkrywaniem kuchni japońskiej. Jeśli ktoś jeszcze nie próbował sushi to polecam się z tym zmierzyć, na pewno będzie to ciekawe przeżycie.
Jedyne nad czym ubolewam, to to, że taki prawdzie dobry zestaw w knajpce z prawdziwego zdarzenia potrafi kosztować spokojnie ponad 200 zł, więc chcąc nie chcąc zmusza to do samodzielnego kombinowania we własnej kuchni - przynajmniej mnie ( :


JeCamiLOVE

5 komentarzy:

  1. Jeszcze nigdy nie jadłam, czas to zmienić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja sushi uwielbiam!! Niestety w tej chwili jest u mnie niedozwolone, więc czekam kiedy tylko będę mogła je zjeść. I powiem Ci, że sama również je robiłam i wyszło mi dość fajnie ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam, ale nigdy sama nie robiłam :)

    OdpowiedzUsuń