niedziela, 3 listopada 2013

* ULUBIEŃCY PAŹDZIERNIKA * Chodakowska Challenge, Biochemia urody, (no)apple pie, Martini espresso i inni...

Zmiana trybu życia (po rocznej przerwie) na studencki, zaliczam do udanych. Już prawie zapomniałam jak to jest gdy uczenia zżera czas, chęci na cokolwiek,miejsce na pulpicie (wszędzie pełno pików, folderów, lektur) a z uczelni wraca się z tirem kserówek. Przejście na czas zimowy, też bardzo super... o godzinie 16 mam już ochotę się kłaść do łóżka i nic więcej już nie robić. Trzeba się nieustannie motywować i zmuszać. No, ale szczęście znalazło się też kilka czasoumilaczy.


Challenge : 100 treningów z Ewą Chodakowską do końca roku 2013

W miesiącu wszystko kręciło się wokół treningów z facebook'owego Challenge z Chodakowską. Wiem, że przed dwoma miesiącami pisałam, że daje sobie spokój z treningami Ewy, ćwiczę z nią już od ponad roku, ale mam do niej jakiś dziwny sentyment, nawet jeśli momentami nudzi. Efekty są świetne, ale chciałam zmusić się do systematyczności i zrobienia czegoś "wielkiego" jeszcze w tym roku, a mając ograniczony (studencki) budżet wymyśliłam sobie tą misję. Ku mej radości jest już nas 18 osób! Dziękuję. Tymczasem ja muszę naprawdę dać gazu, bo jak na razie mam za sobą dopiero 30/100 treningów do końca roku (liczyłam na trochę więcej). Przyznaje się, że niektóre fragmenty, zamieniam sobie na ćwiczenia od innych trenerek, ale przez to dalej mam chęć do ćwiczeń, a o to przecież chodzi.


Domowe sushi
O zaletach sushi pisałam już w osobnym poście, który znajdziecie tutaj. Ja nauczyłam się je kilka tygodni temu i oprócz samych odżywczych superlatywów (oczywiście gdy nikt nie wpadnie na pomysł ładować majonezu i gargantuicznych ilości serków) daje nam to też niesamowitą radochę i satysfakcję. Świetna opcja na zrobienie "wow" na gościach, bo w końcu sushi, mimo, że jest proste w zrobieniu, kojarzy się z czymś niebanalnym.
+jest rybka i zdrowe tłuszcze (!)


(no)apple pie czyli Ciacho-nie cicho jabłkowe

Czyli ciasto, które jestem praktycznie zmuszona robić każdej jesieni, z powodu zatrzęsienia jabłek. Dobre jest to, że schodzi duża ilość owoców, blacha jest od spodu do góry naładowana kawałkami jabłek, z rodzynkami, cynamonem, imbirem, orzechami włoskimi (tych też mam multum) a na górze jest tylko trochę kruszonki z otrąb i mąki razowej. Oczywiście ciutkę się rozwala, bo nie ma spodu, ale  chodzi o to aby ostatecznie było jak najmniej węglowodanów prostych w postaci mąki i cukru, żeby zużyć jabłka i kolokwialnie pisząc nawpierniczać się bez większych wyrzutów sumienia. Jeśli chcecie przepis w kolejnym poście, albo videobloga piszcie w komentarzach, chętnie zrobię coś dla Was.

Drink Martini Espresso dla Kate Moss

Tak oczywiście całe życie na diecie, zero słodyczy i alkoholu, ale wiadomo, jak to jest. Jeśli już trzeba, albo najdzie ochota na coś"zakazanego" niech to będzie już naprawdę na wypasie, celebrujmy tą chwilę, tak żeby cieszyć się nią jak najdłużej i żeby wzbogacała nasze doznania. Ja jak mam ochotę na coś słodkiego, serio nie kupuję batonika z automatu, a jak na alkohol to nie specjalnie jest to pierwsze lepsze piwo z sokiem. Jako barmanka, mówię to w szczególności do dziewczyn, szukajcie nowych smaków, nie ograniczajcie się tylko do "możajta" i wódy z sokiem pomarańczowym, bo nie okłamujmy się jest to słabe. Na pewno zapunktujcie i będziecie zapamiętane jeśli będziecie miały jakiś swój przysmak, coś ulubionego, a niekoniecznie to co wszyscy. Moim październikowym hitem jest wykonany przez angielskiego barmana Dicka Bradsal'a koktajl dla Kate Moss z wódką, likierem Kahlua, syropem waniliowym (opcjonalnie) i oczywiście świeżym espresso. 

Badania terenowe nad ukraińskim seksem

Książkę poleciała mi moja dobra koleżanka, gdy byłam w Warszawie. Świetnie, że przynajmniej na SGHW dostają tak świetne lektury do czytania, ja na UG umieram z nudów. Co do książki  autorka, Oksana Zabużko ma przedziwny styl. Zdania długie jak tasiemiec, na pół strony, trzeba być skupionym na aby nie stracić wątku tym bardziej, że jest to jedna wielka analiza ludzkich zachowań. Podoba mi się momentami ostry język i poste nazywanie rzeczy przez autorkę.Z jednej strony portret ogólny społeczeństwa, który jest wyniszczony przez komunizm a z drugiej bardzo intymne sytuacje międzyludzkie. Już wiem, że jest to książka do przeczytania i zrozumienia za którymś razem.  


Krem do rąk kokosowy Joanna



Co jak co, ale kokos to ciągnie się za mną kolejny miesiąc. Mój ulubiony kokos z The Body Shop, ma zapach miąższu jest bardzo naturalny, ale w tym miesiącu wymieniłam go na coś... o matko, niesamowitego. Ten niby niepozorny kremik Joanna  pachnie nie jak kokos, ale jak kokosanka, jak małe ciasteczko, z takim fajnym lepkim środkiem, mega, apetyczne. Nie potrzebuje jakiegoś specjalnego nawilżenia, więc się sprawdza, szybko się wchłania i jest wydajny i stosunkowo nie drogi bo wydatek rzędu 6zł. Kocham ten zapach!



Pierwsze zakupy w biochemia urody + OLEJOWANIE

Nie będę się za dużo rozpisywać, wszytko znajdziecie na stronie producenta. Mi prostu zastąpiły mte cudeńka praktycznie wszystkie kosmetyki. Oleje okazały się być lepsze od najdroższych kremów drogeryjnych. Pure nature, żadnej chemii, mega wydajne (nie wiem czy wykorzystam je do wiosny nawet przy codziennym używaniu), stosowane na noc (może i natłuszczają poduszkę i wszystko na około), ale rano skóra jest tak gładziutka, spokojna, wypoczęta, że chce się dotykać, miziać i nie potrzebne są już żadne kremy.
Ja używam:
oleju TAMANU (uwaga średnio ładnie pachnie, porównywalne do oleju rycynowego, ale cudny na problemy skórne) 10,80zł za 14ml lub 28,50zł za 50 ml
oleju MONOI (lekki, kwiatowy zapach, w temp. pokojowej, konsystencja stała) 12,60zł za 50 ml



Miuosh x Onar - Światło 


Nie dziwota, że po koncercie cały czas słucham ich najnowszego albumu. Kawałek "Światło" urzekł mnie najbardziej, cudowny beat, świetny tekst, refren daje mi jakąś dziwną siłę i nadzieję. Idealnie pasuje do momentu w którym się obecnie znajduje. Nie zawsze jest przecież kolorowo, a na jesień zawsze mam więcej wątpliwości, ale trzeba sobie jakoś radzić. Ja stosuje obok sportu, diety, "rapoterapie".


"Nie mogę więcej chcieć, dalej biec, żeby zniknąć
Za nami cały ten syf, oślepia nas przyszłość
Jestem blisko, zbyt blisko by cofnąć się, zrobić krok wstecz i zostać
Oddałem życie tej grze teraz muszę jej sprostać"



Reasumując ogólnie dużo tego i różnorodnie, tak jak w zeszłym miesiącu. Potwornie cieszę się na następne zbliżające się dwa miesiące. Listopad, grudzień to dla mnie najbardziej kreatywny okres w roku. Mam mnóstwo ciekawych pomysłów na kolejne posty i akcje, czeka mnie też masa treningów, pracy na uczelni, konkurs na esej, tłumaczenia... a przy tym wszystkim będzie już powoli mi towarzyszyć nie tylko świeczki zapachowe, przyprawy, ulubiona muzyka, ale i świąteczna aura.

A jak u Was nastroje? Jestem ciekawa też co najbardziej spodobało się Wam w moich ulubieńcach tego miesiąca. Piszcie w komentarzach co odkryłyście w ostatnim miesiącu? Czego aktualnie słuchacie, czytacie...


xoxo,
JeCamiLOVE 

5 komentarzy:

  1. Od kilku dni mam ochotę na sushi i chyba dzisiaj ją w końcu spełnię :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym się za wiele nie zastanawiała, tylko brała się do roboty.
      Życzę smacznego (( :

      Usuń
    2. napisz koniecznie też jak Ci wyszło, jestem bardzo ciekawa.

      Usuń
  2. Uwielbiam ten utwór! Rapoterapia dobra na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jej jak się cieszę, że wśród osób, które czytują mojego bloga, są osoby które słuchają polskiego rapu. Dla mnie ta muzyka już styl życia ( :

      pozdrawiam :3

      Usuń