sobota, 1 marca 2014

MEGA ULUBIEŃCY STYCZNIA & LUTEGO

Początek roku był intensywny, wiadomo sesja, nowa praca, trzeba było pocisnąć z prawkiem, więc ciężko było mi znaleźć czas na regularne wpisy. Dopiero teraz mogę dosłownie na chwilę odetchnąć, dlatego korzystam z okazji i wrzucam dla Was to co przez pierwsze 2 miesiące 2014 roku było w jakimś stopniu bliskie memu sercu.

Kto śledzi mojego bloga wie dokładnie o mojej ostatniej miłości, ogromnej zajawce i marzeniu jakie udało mi się spełnić: POLE DANCE. Obecnie jestem już totalnie spłukaną posiadaczką dwóch karnetów, więc pod koniec marca/ początek kwietnia będę po ok. 13h treningów z rurką. Obiecuję, że jakoś podsumuje mój pierwszy etap przygody na blogu. A i przeglądając strony internetowe i sklepy online, udało mi się znaleźć rurę wolnostojącą za jedyne uwaga 3 tysiące, dobrze jest mieć świadomość jakiejś tam alternatywy.
Więcej o pole dance w poście JeCamiLOVE próbuje na rurze.

Orgazm smakowy o nazwie Teatr Smaków by Przemek Bocian (po lewej), który przeżyłam w Warszawskim barze Pies czy Suka, (swoją drogą ponoć jednym z najlepszych miejsc w stolicy na wypicie czegoś ambitniejszego). Początkowo sceptycznie nastawiona do drinka, ostatecznie wniebowzięta. Cholera nie da się tego opisać. Na górze posypany słonym parmezanem, zapach iście czekoladowy dzięki Mozart Bitter, który wielbię w drinach. Plus ostry smaczek Tabasco dopiero po przełknięciu, który jest jakby takim "to jeszcze nie koniec". Żałuję jedynie, że nie połasiłam się o spróbowanie samej nalewki z rokitnika.

  

Poza tym Pies czy Suka stał się dla mnie ulubionym barem w stolicy, wizyta tam z moją przyjaciółką, poprzedzała jeden z najlepszych wypadów w moim życiu. Poza tym miejsce urządzone niebanalnie, dobra muzyka, fajny serwis, ciekawa "karta" elektroniczna, przyjemna atmosfera.






Na przełomie stycznia i lutego, udało mi się również zachęcić do ćwiczeń moją chrzestną i kuzynkę. W domu ćwiczyłyśmy już całą trójką. Przeszłyśmy od Chodakowskich do kilku z partii z Tiffany Rothe. Ja zaczęłam także swój sezon na nocne bieganie po Gdańsku z aplikacją na androida run-log



A ten cytat miesiąca LUTY odkryłam na kilka dni przed Walentynkami, przeuroczy, nieprawdaż? Nawet miałam chwilę ustawione na wyświetlaczu w smartphonie tak bardzo mnie urzekł. Pewnie każdy zna już go od dawna, a jak jak zwykle nie w temacie. Niemniej, cieszy i motywuje.

 

Trochę takich spożywczych nowości jabłka suszone o smaku toffi od Crispy natural. Wiem, brzmi czysto chemicznie, ale dokładnie przestudiowałam etykietę, można jeść spokojnie.  
W smaku też całkiem znośne, szkoda tylko, że tak drogie, chyba coś koło 2-3pln jeśli dobrze pamiętam, ale raz na jakiś czas można się skusić, jeśli ma się akurat wolne środki. Napój funkcjonlany (u góry) Clic widziałam w różnych sklepach, jest milion trzysta rodzajów więc trudno się zdecydować czy uspakajający, czy spalający kalorie, czy pobudzający itd. w sumie szału nie było, cena też średnia od 2-3pln wzięłam z ciekawości, w Polskim Busie nie zasnęłam, ale nie wiem czy była to zasługa kofeiny zawartej w środku, czy wrażeń z dnia poprzedniego.



Duperliki Sin Say'a czyli zakupy pt. "Nic nie potrzebuje, nie mam kasy, ale wejdę zobaczyć co mają". Dwa vintage zeszyciki z pożółkłymi kartkami. Mniejszy z kotem do zapisywania ćwiczeń, treningów i jedzenia. Większy "guten tag Swiss" zabieram ze sobą do Lipska na stypendium, gumki do włosów, takie sweet i lovley, które chciałam mieć. Kupiłam jeszcze kosmetyczkę, żeby mi się tak potwornie już nie walało wszystko w plecaku czy torbie i lakier do paznokci. // Za  mało estetyczne chusteczki przepraszam, byłam lekko mocno przeziębiona w lutym.




 Aaaa ! Oglądanie filmów w kino-kawiarni W Starym Kadrze tuż obok gdańskiej Starówki i cup cake'i od Fajnych Bab to już taki mój mały rytuał z koleżankami ze studiów. Jak na razie ulubiona babka to ta z lewej (moja) czyli serniczkowo-morelowa. Poluje jeszcze na taką o smaku pietruszki i marchewki. Przyjemność za 6pln + 6 pln pyszna herbata w kawiarni, a film i towarzystwo bezcenne <3





A tutaj ja i mój pseudo flying. Dorwałam w pracy butelkę do ćwiczeń, o wadze 0,7 Finlandii o piekielnie twardym dnie. W końcu zaczęła mi stawać pionowo na zewnętrznej części dłoni po podrzuceniu, jednak później ręka była tak opuchnięta i fioletowo-sino-zielona, że dalej już nie szło. 


Z racji tego, że mój plan na semestr letni liczy 8h okienek w tygodniami i jest ogólnie cud, miód, malinki, orzeszki, siedzenie do 20:00 na uczelni i okienka po 2-3h, nauczyłam się zabierać ze sobą całe obiady na uczelni. Teraz rozglądam się za opakowaniami z przegródkami, pomysł taki podrzuciła mi koleżanka z grupy. Ale na prawdę dla mnie jest to sukces, że myślę o rozplanowywaniu sobie posiłków.


JeCamiLOVE

3 komentarze:

  1. Cieszę się, że zaraziłaś osoby aktywnością, a sama nazwa baru brzmi już ciekawie i kusząco.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te babeczki wyglądają po prostu bosko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I have just downloaded iStripper, so I can have the best virtual strippers on my taskbar.

    OdpowiedzUsuń