niedziela, 6 kwietnia 2014

ULUBIEŃCY MARCA

Wstałam o 6:30 co zważywszy, że mamy niedziele, jest naprawdę wielkim osiągnięciem. Zabrałam się za naukę, wypiłam 3l yerby, zrobiłam szybkie smoothie na śniadanie i  męczyłam dalej notatki, parę minut po 13 czułam, że zwariuję. Był nawet ambitny plan aby szybciej się zabrać za teorie i potem robić już coś innego (przykładowo wyjść, poszukać jakiejś dobrej rury na placu zabaw, albo stabilnego znaku na którym można by się porozciągać). Niestety, u mnie tak to nie działa... Im mniej czasu chyba efektywniej wszystko robię i ostatecznie dałam radę poćwiczyć tylko w domu na macie.

Ktoś zauważył? Już 6 kwiecień a ja nie dałam żadnych zdjęć! Niestety wielkich shoppingów w marcu nie uskuteczniałam. Wszelkie oszczędności wsypuję w dalszym ciągu w dziurę bez dna o nazwie: prawo jazdy. Ale już niedługo... przynajmniej teoria zdana za pierwszym razem na maxa (fuck yeah!)


Zamierzam napisać obiecany post o moim pole dance. Minął mi już miesiąc intensywnych treningów w dwóch trójmiejskich studiach tańca, więc wypada. Mam całą masę przemyśleń, siniaków i przeżytych zakwasów o których chętnie napisze. Zaś kwiecień minie mi na treningach w Akademii Artystycznej, 2 razy w tygodniu rurka + stretching. Aaaa ! Już się ciesze : )

Marzec nauczył mnie szykowania sobie dzień wcześniej całej wyprawki na uczelnie. Plecak z jedzeniem ok 3 pojemniczki, woda, rzeczy na trening (dobrze, że pole dance nie wymaga specjalnie dużych objętościowo ciuchów)+torba z laptopem i resztą materiałów. Serdeczne pozdrowienia dla mojego kręgosłupa, że jeszcze nie zgiął się w pół. W pewnym monecie zastanawiałam się poważnie nad kupnem takiego tornistra na stelażu z kółeczkami, co noszą dzieci w niemieckich podstawówkach.

 Z racji tego, że przyznali mi stypendium w Lipsku, postanowiłam odświeżyć angielski i na własną rękę uzupełnić luki w postawach - wiadomo nie samym niemieckim człowiek żyje. Także mam nową misje do końca wakacji. Tą książkę kupiłam o dziwo po taniości, normalnie stoi gdzieś koło 30-40pln. Są tam mega podstawy, ale za to ciekawe słownictwo. Stanowi dla mnie raczej przyjemny dodatek do nauki, żeby nie zanudzić się przy ćwiczeniach z repetytoriów gramatycznych.

Jogurt Bar na Długiej w Gdańsku. Tam świętowałam swoją zdaną teorię, czyli coś o 18. zjadłam swój pierwszy posiłek jak już nerwy zeszły. Pyszne mają smoothie nawet z opcją na wynos, polecam mix: marakuja, truskawka, limonka. Poza tym mają, dużo dodatków do jogurtów i widziałam na półce opakowanie białka dla sportowców, więc możliwe, że robią shake'i. Ceny zaczynają się od 10pln

Kradzione od ojca białko sojowe, w małych ilościach 2-3 łyżki nie zmienia smaku smoothie, dobrze wymieszane nie robi nawet glutów. Wiem, że ma jeszcze białko wołowe, ale mój instynkt mówi mi żeby się za to nie zabierać. Soja jest spoko. A i jadłam jeszcze nowość w menu z BIO WAY'A sznycle sojowe w cieście jogurtowym. Aaa!



 

Najprzyjemniejszy trening jaki robiłam w tym miesiącu, taka odskocznia od codziennej rutynki. Mało technicznie, bardzo tanecznie, zupełnie coś innego. Myślę, że spodoba się fanom zumby. Swoją drogą nie oceniam podejścia i profesjonalizmu prowadzącego to widać już po stroju (chociaż za takie leginsy dałabym dużo) niemniej uważam ten program za ciekawą alternatywę. 


3 komentarze:

  1. zaciekawiłaś mnie książką :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I've just downloaded iStripper, and now I enjoy having the sexiest virtual strippers on my desktop.

    OdpowiedzUsuń