wtorek, 29 kwietnia 2014

Umówmy się na Yerba Mate po europejsku


Egzotyczne cudeńko o śmiesznej nazwie, wymagające specjalnego osprzętu, o dziwnym sposobie parzenia, brzydkim wyglądzie i jeszcze gorszym smaku. Skoro tak, to dlaczego cała Argentyna pije Yerba Mate nałogowo, a ja sama sączę to paskudztwo od przeszło trzech lat? 
W tym poście podzielę się z Wami moimi doświadczeniami jeśli chodzi o picie naparu z ostrokrzewu paragwajskiego i w żadnym wypadku nie będą to wygooglowane informacje z Wikipedii. Dla osób, które szalenie celebrują picie Yerby, mój wpis może być lekką herezją, ale z racji tego, że jest o niej mnóstwo stron i przeróżnych artykułów to nie mam zamiaru robić kolejnego suchego kopiuj wklej.

Moje początki...
Ciężko mi odtworzyć jak to się stało się stało, że trafiłam przed trzema, czterema laty na Yerbe. Prawdopodobnie zagubiona w internetach, szukając supli na podkręcenie trawienia, trafiłam na stronę, gdzie ktoś przedstawiał to zielsko w samych superlatywach. Był to okres w którym intensywnie interesowałam się wszystkim co było dziwne: bieganie po ogniu, działanie kamieni szlachetnych, medytacja, joga więc i Mate mi podpasowała. Pierwszą Yerbe kupiłam klasyczną bez aromató w torebkach, niczym nie różniących się od zwykłej herbaty (!) - to był pierwszy i ostatni raz z czymś takim. Co tu dużo mówić była obrzydliwa, smakowała jak zalana wodą popielniczka (ktoś zapyta a jak smakuje popielniczka, nie wiem, ale takie było moje pierwsze skojarzenie). Jako, że nie jestem raczej osobą która się szybko zraża piłam dalej mimo paskudnego smaku, czekając na efekty...

Łaknienie
Niektórzy twierdzą, że po yerbie się schudnie. Ciężko wyczuć, jeśli ktoś nie zatrybi na specyficzny smak Yerby bez dodawania pół słoika miodu i 30 łyżek cukru i zagryzania jej ciasteczkiem, to raczej marne szanse. Nie wiem jak u innych, ale ta goryczka powoduje, że przez kilka godzin nie mam ochoty na jedzenie, działa to trochę na zasadzie miętowej pasty do zębów, z tym, że efekt trwa dłużej.

Trawienie
Potwierdzam, regularność wypróżnień z każdej strony na 6+, na początku może być to nawet trochę irytujące, jeśli podczas 1,5h zajęć trzeba będzie wychodzić nawet z dwa albo trzy razy na siku czy coś innego, ale kiedy organizm się przyzwyczai jest już okay. 

Detoksykacja
Wiadomo, że generalnie płyny oczyszczają organizm, więc Yerba (jeśli nie dowalamy do niej tony aspartamu w postaci słodzika) też będzie tak działać. Ma ona masę przeciwutleniaczy i jest dużo zdrowsza od kawy, która wypłukuje z nas magnez a przez nasz organizm w ogóle nie jest traktowana jako płyn.

Pobudzenie
Tu trzeba uważać. Ja jestem przykładowo odporna na kawę, mogę pić ją nawet o 1 w nocy a potem spokojnie sobie zasnąć. Yerba zaś potrafi mnie "zabić". Po jednym moim mało-mądrym eksperymencie kolejny dzień miałam praktycznie z dupy wyciągnięty. 3 dni egzaminów pod rząd jechałam praktycznie na samym naparze, nie specjalnie jedząc i sypiając bo przecież nie miałam ochoty, egzaminy pozaliczałam, ale kolejny dzień musiałam odchorować ten szalony tournée. Czułam się paskudnie, nie miałam siły, nie mogłam się na niczym skupić, wszystko mi się plątało. Więc złota zasada jak to mówi moja mama: naturalnie, nienaturalne, umiar trzeba zachować we wszystkim. Staram się pić w godzinach do 16, ewentualnie w nagłych sytuacjach i raz, dwa razy w ciągu doby nie więcej. Przykładowo kiedy wiem, że i tak nie będę mogła spać bo idę pracy lub gdy mam naprawdę dużo materiału do ogarnięcia na kolejny dzień.

Pamięć, koncentracja i dobre samopoczucie
Jeśli to placebo, to niech sobie jest, na mnie w każdym razie działa. Wydaje mi się, że pewne rzeczy robię szybciej, łatwiej kojarzę co bardzo przydaje mi się na co dzień w pracy i na studiach. 

Parzenie - nie dajmy się zwariować
Co do parzenia to teorii jest mnóstwo i wydaje mi się, że nie można powiedzieć, że jest tylko jedna właściwa. Brazylia, Argentyna, Paragwaj każdy kraj to obyczaj i ma tam jakąś swoją mądrość na ten temat. Ja wychodzę z założenia, że tak długo jak nam smakuje napar i ma dobre działanie robimy wszystko jest w porządku. Na pytanie czy korzystałam z bombillii (rureczka do picia), tykwy (specjalne wyprofilowane naczynie do picia) i czy mierzyłam termometrem magiczne 70 stopni, odpowiadam: tak, mam je w kuchni, ale czy korzystam przy codziennym parzeniu to już inna sprawa. Był okres w którym jak już wspomniałam chciałam być super dziwna na siłe, ale teraz doszłam do swojej normy. Wsypywanie 3/4 zielska do naczynia jest dla mnie marnotrawstwem, mi wystarczy 1/4 i  jest już "dobrze", to tak jak z kawą, niektórzy potrzebują mocną, niektórzy po słabej z mlekiem i syropem są pobudzeni. Idealna temperatura, oczywiście można się bawić przed znajomymi w sprawdzanie temperatury i udawanie profesjonalistów, ja tymczasem odstawiam na chwilę czajnik z ognia i dopiero potem zalewam (ale nie bezpośrednio na liście, tergo się raczej trzymam). Zalewam kilkukrotnie, jednak nie jest u mnie zasadą że do 7 razy, zwykle po 4 już mi nie wchodzi i zaczynam parzyć od świeżej.

Z czego pije?
Z kubka 0,5l z krową i kurczakiem. Serio. Tykwa wydaje mi się na co dzień raczej mało wygodna. Piję dużo, a nie mam ochoty wiecznie latać do kuchni, aby sobie ją zalewać. Co do bombillii jestem w stanie w pełni zrozumieć osoby, które nie mają ochoty wydłubywać sobie z buzi patyczków, ale nie chcą też pić z torebek. Rurka ma specjalny filterek, który pozwala pić bez obawy, że będziemy mumlać jakieś farfochy, ja z tym jednak nie mam większego problemu. Po kolejnym zalaniu liście opadają i mam sój własny system picia, że nawet bez bombilli nic mi się nie przedostaje do buzi. Jeśli ktoś lubi mieć w kuchni dziwaczne narzędzia na specjalną okazje (jak np. ja) to w centrach handlowych są często małe butki z Yerbą i całym osprzętem w różnych cenach, zależnie od materiału z jakiego zostały wykonane. Polecam przejść się popytać, pooglądać, dotknąć jeśli ktoś ma ochotę, bo w necie jest niestety dużo shitu, o czym miałam okazje się nie raz przekonać.

Smakowe
Do klasycznej Yerby można się przyzwyczaić i mało tego jej picie może stać się codziennym przyjemnym rytuałem. Ja się cieszę za każdym razem jak zalewam sobie świeżą. Piję też bez żadnych dodatków. Gdy zamówiłam swój pierwszy większy zestaw Yerby: pięć smaków razem z całym sprzętem miałam okazje popróbować różnych wariacji, jak dla mnie wszystkie raczej mało trafione, z tego co pamiętam to najgorzej wspomniałam miętową i ziołową. Niestety data była dość krótka i zamówionej ilości nie byłabym w stanie wypić nawet w ciągu roku, więc się bidulka zmarnowała. 

Obecnie piję
Argentyńską 100% Mate kupioną na potrzeby sesji zimowej w Galerii Bałtyckiej w Gdańsku w delikatesach Kuchnie Świata. 500g za 30 pln, w dalszym ciągu mam jeszcze 1/3 opakowania. 

♥ Polecam do poczytania




2 komentarze:

  1. Największy wybór yerba mate w lublinie! http://www.zielarnialublin.pl/yerba-mate,176.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy z własnego doświadczenia może ktoś mi polecić naprawdę dobrą yerba mate dla początkujących? Zależy mi na tym, by nie zrazić się cierpkim smakiem i sprawdzić, czy rzeczywiście jest tak dobra, jak mówią.

    OdpowiedzUsuń