sobota, 21 czerwca 2014

Mój pierwszy raz na desce * WINDSURFING w Chałupach *




Ponoć najpiękniejszych chwil w życiu nie da się zaplanować. A co jeśli co jakiś czas zamykasz oczy i wyobrażasz sobie szalone akcje z Twoim udziałem... i któregoś dnia bang! To zwyczajnie  się dzieje? Prosta sprawa: od dziecka obserwowałam  żagle i kolorowe latawce surferów na Zatoce Puckiej przy pięknym błękitnym niebie i lekkim wietrze, który już na jakiejś odległości od brzegu określam raczej mianem "ale pizga".  W sumie banalny wdoczek, jeśli całe życie mieszkało się nad morzem. No i te męskie opalone ciała, niesforne loczki i uśmiechy na twarzach! Ktoś zauważył, że surferzy się prawie cały czas uśmiechają? Nieprawdopodobne! Dobra, mniejsza z tym...za każdym razem ogarnia mnie tak silna motywacja, że muszę się powstrzymywać aby nie pobiec na plaże i przemocą nie wymusić na kimś aby dał mi sprzęt abym mogła "zaliczyć halsa" (nowe określenie załapane od kuzyna-profesjonalisty). Później przychodziło jednak zwątpienie, jak zwykle : hajs, czas, hajs, hajs i poświęcenie, kupa energii, którą trzeba władować aby nauczyć się czegokolwiek i jeszcze raz bank szwajcarski. Kasa jak jest to musi iść na coś innego. Potem dobra kupisz deskę, żagiel trzeba mieć auto, jeśli mowa o "windzie", bo jak to inaczej przytachasz na plaże? Z drugiej strony nie opłaca się wypożyczać, a co jeśli to nie to? Wyrzucę kasę. Znając moje szczęście coś się pewnie jeszcze zjebie po drodze i trzeba będzie kupować jakieś części. Potem czas... i tak zamykałam sobie oczy i wyobrażałam, że kiedyś wszystko zagra. 
No i zagrało, mam swój pierwszy raz. Jak zwykle spontan, jak zwykle zakochana po kilku siniakach. Cóż.. bo jak nie rura to deska.

To miał być zwykły czwartek, nauka historii literatury ewentualnie jakieś 10km po Oliwie wieczorem. Nagle spontan akcja: "Jedziemy na Małe Morze, jedziesz też?". Spoko, mogę się karnąć- mieli mnie wyrzucić w Pucku,. Po co miałam jechać z nimi się denerwować, że nic nie umiem. W Międzyczasie totalnie zajarana całą sytuacją, że mogę podotykać desek, coś przycisnąć, potrzymać i targać do samochodu zmieniłam koncepcję. Wzięłam z domu  dwa ręczniki dla siebie i kuzyna i pojechałam dalej na camping. Po dwóch godzinach kiedy dotarła do Chałup reszta ekipy z przedłużką do drugiego żagla usłyszałam czarodziejskie "wbijasz się w piankę?".
Chwilę później orałam już kolanami po desce próbując się na nią wspiąć, wpadałam do wody przy większej fali. To musiał być słodki widok. Warunki nie były stworzone dla osób na poziomie świnki morskiej, właściwie to byłam sama jedna taka zdolna. Ale chyba szło mi całkiem dobrze, tak przynajmniej mówili na dzielni. Przewalczyłam z 1,5h, czułam się jak po 4 killerach Chodakowskiej. Dostałam żagiel i wtedy zaczęła się przygoda. Jakie to wspaniałe uczucie wyciągać żagiel fałem startowym na prostych rękach, ustawiać sobie pozycję deski, obserwować jak żagiel zmienia pozycje pod wpływem wiatru i zaczynać od nowa wciąganie, potem masą ciała, odchylając się podnosić go do pionu, trzymać klamrę obiema rękoma i chwycić bom."Przepłynąć" kilka metrów i wpaść do wody z pełną satysfakcją.

Całą swoją energię zostawiałam tego dnia w wodzie. Po raptem 2,5h czynnego działania i godzinie składania leżałam na miejscu pasażera jak zwłoki (nie było czego reanimować), w radiu leciało Waves. Pierniki czekoladowe z biedry były na równi z tortem Sachera a posklejany ryż z warzywami i kurczakiem w plastikowych talerzykach na masce samochodu był najlepszym obiadem jaki z życiu jadłam!

Dzień później z lekkim kacem mięśniowym w odcinku lędźwiowym wstałam z łóżka i spotkałam się z kolegą, który uwaga... trenuje na kite'cie. Mężnie niósł przez pół Władysławowa swoją deskę i nieświadomie, strasznie mnie tym podkręcał, tym bardziej, że nie ma nic bardziej seksownego niż pasja u faceta.

 

 


Za kilka dni wyjeżdżam Rugię (wyspa w Niemczech), spędzę tam cały sezon, warunki na treningi będą, w niedalekiej odległości od miejsca pracy będą szkółki i hot surferzy, niemieccy blondyni o błękitnych oczach - wszystko ogarnięte. Ale wiadomo praca, więc nie planuje jeszcze pod tym kątem niczego poważnie, bo nie chce się rozczarować. Niemniej  wrzesień w Pucku jest mój. Później wiadomo, Lipsk i rura na treningach u wicemistrzyni Pole Dance Germany.



3 komentarze :

  1. Na początku jest dość ciężko, ale później to już sama przyjemność :)

    OdpowiedzUsuń

  2. Witam Cię serdecznie,

    Tworzę społeczność blogów o zdrowym stylu życia, obejmujący tematykę odżywiania,
    sportu, fitness, diet. Katalog jest dostępny pod adresem:
    http://www.goodbyaccident.com/spis-blogow-o-zdrowym-stylu-zycia/
    Dodatkowo w celu promocji blogów do niego należących powstał profil na portalu
    społecznościowym: https://www.facebook.com/ozdrowymstyluzycia Założeniem jest
    promocja ciekawych blogów i popularyzacja stylu życia fit, a także próba
    integracji społeczności blogerów.
    Jeśli tylko miałabyś ochotę do niego należeć proszę zapoznaj się ze stroną
    katalogu: http://www.goodbyaccident.com/spis-blogow-o-zdrowym-stylu-zycia/

    Gorąco pozdrawiam
    Klaudia



    OdpowiedzUsuń
  3. I've just downloaded iStripper, so I can watch the hottest virtual strippers on my taskbar.

    OdpowiedzUsuń