wtorek, 11 listopada 2014

Jesienne wymówki i cholerne głosy w głowie, które każdy ma

Ten głos z tyłu głowy, który mówi Ci czasem "daj sobie spokój" "odpuść" można wytrenować na "dajesz maleńka" "nie przestawaj" "jeszcze jedno powtórzenie" do tego stopnia, że właściwe wybory podejmować będziesz z automatu. Oczywiście wymaga to czasu, ale i tak nigdy nie można być pewnym tego czy nagle nie ogarnie Cię zwątpienie, chęć aby przystopować, nawet jeśli jesteś w dobrym ciągu treningowym, z dietą idzie Ci super, a rest day masz wyznaczone dopiero na jutro.



Ostatni poniedziałek był dla mnie jakiś "nie-taki", miałam straszne zakwasy po niedzielnym treningu na brzuch i to w miejscach w których ich nie powinnam mieć. Cały dzień nakręcałam się negatywnie, opowiadałam na około, że mam zły dzień, nie odpisywałam na wiadomości i ogólnie byłam obrażona na cały świat bez powodu. Chciałam tylko znaleźć się po wykładach w domu, zamknąć się w pokoju i nie męczyć nikogo swoim widokiem.

Od godziny 16. do 19 nie myślałam chyba o niczym innym jak o tym, żeby  usprawiedliwić się sama przed sobą, że nic się nie stanie jak nie pójdę... "mogę odrobić" "w sumie boli mnie kark" "będę się mogła wcześniej położyć" (gówno prawda) "wyśpię się" "jutro też jest dzień" "w sumie kolejny trening mam już w czwartek". Aaa! To było straszne. Kilka razy w ciągu 3h zmieniałam zdanie, próbowałam coś robić, ale myślami byłam przy tym jak się wymigać. Do tego bolała mnie głowa, za co obwiniałam swoje początki z low-carb.
Koło 19. uświadomiłam sobie, że jeśli zaraz nie naciągnę spodenek i nie wyjdę na tramwaj to się spóźnię. Nie wiem co to było, ale po prostu się ubrałam i wyszłam w ostatniej chwili. Zostawiałam na stole herbatę, laptopa z serialem, który czekał na guzik "play". Moja współlokatorka spojrzała się na mnie zdumiona, gdy bez słowa wyszłam z mieszkania, gdy jeszcze przed 30 minutami, żaliłam się jaka jestem biedna i dlaczego nie mogę pójść dziś na rurkę, oczekując jej zrozumienia.

Cóż... w domu byłam z powrotem chwilę przed 23, ale miałam to gdzieś, byłam słodko zmęczona, z siniakami, obtarciami, co dla mnie jest dowodem dobrej roboty, byłam tak niesamowicie szczęśliwa, że bardziej się nie da, prawdopodobnie całą drogę powrotną czyli jakiś 40 minut w tramwaju i autobusie się uśmiechałam.  Zajęcia miałam w końcu ze Steffi Klemm, Miss Pole Dance Germany. Od razu mega mocna rozgrzewka ze skakanką, porządne rozciąganie i zejścia do szpagatu, krótkie WŁASNE choreografie i bite 30 minut figur na maxa siłowych do góry nogami przypomniało mi po co żyję. 





3 komentarze :

  1. Bo jak czasami się nie chce to trzeba pomyśleć ile się straci, gdy się tego (co nam się nie chce) nie zrobi;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Teraz czas na jesienną motywację ;) Czasem trzeba się zmusić i robić to co słuszne.

    OdpowiedzUsuń
  3. I have just installed iStripper, so I can watch the sexiest virtual strippers on my desktop.

    OdpowiedzUsuń