niedziela, 6 września 2015

JeCamiLOVE mokra w piance * Wakepark Gdańsk / Kielno *

Od dłuższego czasu zabierałam się za napisanie o nowej wakacyjnej zajawce. Ci co wchodzą na mojego fanpage’a, domyślają się pewnie, że chodzi o wakeboard. Ale jakoś w tym całym bajzlu, wyjazdach, warsztatach filmowych, szukaniu mieszkania w Berlinie, zbieraniu dokumentów, ogarnianiu sobie życia na nowo zwyczajnie zapomniałam. Dziś rano siedziałam na ławce przy piwie i trawce (chciałabym), a tak serio to przy niemieckim kodeksie cywilnym i gdy poczułam że nie mam już mózgu zaczęłam oglądać zdjęcia na tablecie. No i znalazłam te z Kielna, no i najwyższy 


Ogólnie z deską nie miałam nigdy wiele do czynienia (pomijając tą od prasowania jako Au Pair). Moja przygoda na snowboardzie skończyła się zepsutym wyświetlaczem w Nokii N96, która była wtedy mega lansem. Na windsurfingu  tyle co ustoję na desce a do kite ciągle wzdycham i obiecuje sobie, że w przyszłym roku to już na pewno.  Narty wodne jakoś mnie nigdy specjalnie nigdy nie kręciły, ani trzymanie się jakieś linki za motorówką. Ale deska i wyciąg to już co innego w  moim mniemaniu.

Mój pierwszy cel na wake’u  to miało być przepłynięcie 10metrów. Chłopaki którzy sterują wyciągiem, obiecali mi, że się uda – w ostateczności najwyżej mieli mnie przeciągnąć.  Co Was będę okłamywać, super popisu nie zrobiłam ani pierwszego, ani drugiego dnia. Więc znowu wracamy do punktu wyjścia, - niestety nie jestem urodzona z deską na nogach tylko czeka mnie w ch*j litrów wody wypicia zanim nauczę się nad nią panować.

Ktoś zapyta po co poszłam tam na drugi dzień, skoro pewnie miałam zakwasy jak skurczybyk, siniaki (tak parę razy zaliczyłam też przeszkody), do tego jeszcze byłam smarkająca i odbijało mi się jeziorem. Po pierwsze klimat w Kielnie jest zajebisty, po drugie fajnie zrobiony Wake Park z mini plażą, po trzecie pozytywni ludzie (szkoda tylko, że chłopaki takie młode ; D ). Poza tym dostałam wlepy za wytrwałość i za kanapki które przyniosłam. Do tego smak wody w jeziorze można zneutralizować tak  bardzo healthy piwem. Teraz serio, po intensywnej walce nawet 30 minutowej z wodą, linką, deską, dopływaniem, ustawianiem się, myśleniem aby nie wypinać dupska do tyłu i mieć wyprostowane nogi to piwo smakuje jak jakiś pokarm Bogów.

Cena zabawy to 40-45zł za godzinę w zależności od tego na kiedy sobie zarezerwujmy + 5 zł za sprzęt. Więc fajnie, dla porównania w Berlinie godzina na wyciągu kosztuje nawet 19euro.
I ogólnie spoko sprawa jeśli chodzi o aktywne wypady z rodziną. Bo gdy jedni pływają inni mogą grać w siatkę, w paletki, opalać się, chillować i czekać na swoją kolej.












Z buziaczkami dla ulubionych zawodników Karola i Kordiana
"przerwa jest dla słabych" więc jeszcze wrócę

5 komentarzy :

  1. Ja się w tym roku na tyle wkręciłam w wakeboard, ze się nawet z grupą znajomych zastanawiamy nad wyjazdem na tygodniowy wake camp do Turcji. Jedyny minus jest taki, że to początek października, czyli już rok akademicki, no ale chyba uczelnia jakoś to przeżyje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny, ciekawy blog! Powodzenia i zapraszam do mnie i komentowania http://eathealthilyandkeepfit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wake - świetna zabawa! Nawet ja, która nie umiem pływać, miałam z tego niezłą radochę ;p Polecam wszystkim :-)

    OdpowiedzUsuń