niedziela, 31 lipca 2016

Pokémon GO pomaga w osiąganiu fitnessowych celów


Przed niektórymi nowinkami nie da się uciec. Od kilku tygodni gra Pokémon GO jest oficjalnie w Polsce. Od początku z powodzeniem konkuruje w liczbie użytkowników z Twitterem, robiąc spore zamieszanie nie tylko w mediach, portalach społecznościowych, ale i w "realu". Tylko w ostatnich tygodniach kursy Nintendo wzrosły dwukrotnie. Kto jednak uważa, że jest to kolejna odświeżona gierka typu „leżę na kanapie i lampie się w telefon”, może być w dużym błędzie.


Zbieramy kroki z Pokémon GO

Pokémon GO wykorzystuje Augmented Reality czyli system łączący świat rzeczywisty z generowanym komputerowo. To znaczy, że na obraz z kamery, nałożona jest i generowana w czasie rzeczywistym grafika 3D. Oznacza to, że użytkownik lata sobie po ulicy z włączoną aplikacją i trafia na wirtualne Pokémony, które może łapać, trenować i rozwijać. Poprzez GPS jest ustalane miejsce pobytu. Gracz otrzymuje również powiadomienia gdy w pobliżu znajduje się dziki Pokémon, arena, Pokéstop i inne cudawianki. Im częściej przemieszamy się pieszo tym większe szanse na zapełnienie Pokédex’a. Dlaczego? Jajko z Pokémonem wykluwa się na przykład dopiero gdy przejdziemy 2,5 lub nawet 10 kilometrów, przy maksymalnej prędkości 30km/h (co wyklucza poruszanie się samochodem przy normalnej jeździe). Rezultat: trzeba wyjść i się przemieszczać z buta. Oczywiście można doczepić smartphona do obroży psa, albo podczepić do kręconego się wentylatora lub włożyć na talerz mikrofalówki (nie sprawdzałam), ale to jak grać w Simsy z kodami.

Na portalach społecznościowych użytkownicy dzielą się swoimi dotychczasowymi doświadczeniami. I z tego co można wywnioskować, to nawet największe Couchpotatoes zmuszone koniecznością pokonują mniej lub więcej kilometrów dziennie aby złapać jakiegoś rzadko spotykanego Pokémona.



Czyli jednak jest coś w tym, że appka będzie zamienić graczy w sportowych freaków?

Kto raz zaczął grać temu załącza się ambicja złapania możliwie wiele Pokémonów. Zamiast wybierać za każdym razem prostą drogę z pracy, od znajomych, czy z siłowni do domu, wybiera się raczej drogę okrężną aby po drodze odkryć nowe stacje. Gracze są zajęci, mają rozrywkę i spędzają więcej czasu aktywnie na świeżym powietrzu i nawet tego nie zauważają. Gracze mogą mieć przy tym mały trening cardio jeśli zamiast spacerowania zdecydują się na bieg. Na pewno będą zdziwieni, że pokonanie takiej odległości jest przyjemniejsze niż bieganie na bieżni w studio i gapienie się na cyferki na pulpicie.

Pokémon GO a trening interwałowy

Mała rada: Przy okazji gry zrób sobie trening interwałowy. Przy mniejszych odległościach od Pokéstop‘a do Pokéstop’a można dołączyć sprint i krótkie przerwy. Nagrodą będzie nowy nabytek w Pokédex’ie i kilka pompek lub brzuszków. Dzięki tej aplikacji niektórym będzie łatwiej pokonać wewnętrznego lenia. Jeśli jesteśmy na zewnątrz łatwiej połączyć jest dobrą zabawę z treningiem i zrobić coś dla swojego zdrowia.

Ostatecznie, sama aplikacja Pokémon GO nie zatroszczy się o to, że będziemy super fit. Ale dlaczego by nie móc połączyć przyjemności gry z treningiem. Przy innych grach marnuje się poniekąd czas, a teraz można wykorzystać go jeszcze efektywniej zbierając rzeczywiście kilometry.

Jesli macie jeszcze jakieś wskazówki jak wykorzystać tą aplikacje z codziennym workoutem, piszcie koniecznie w komentarzach.






2 komentarze :

  1. O dziwo sama się wciągnęłam w tą grę :) Jedną z możliwości jest zbieranie jajek i wykluwanie z nich pokemonów po przejściu 2, 5 i 10km. Można w ten sposób troszkę się zmotywować i zamiast wolnego spaceru zrobić powerwalk czy nawet bieg :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie gram, ale mój chłopak odpala na spacerach. Myślę, że jako motywacja do biegania i wyjścia na dwór to świetna gra.

      Usuń