wtorek, 29 stycznia 2019

Wege Festiwal Łódź 26.01-27.01

Rodzinna atmosfera, fajna muzyka, pyszne jedzenie i psiowy baner wydarzenia na facebook'u. Tak w skrócie mogę opisać targi kuchni wegetariańskiej oraz wegańskiej w Łodzi. Posmakowałam dania, które znajdowały się na mojej "to-eat-list", odkryłam kilka smaczków, pogadałam  i  uzupełniłam zapasy o sojowe świeczki. Nietaktem było jednak iść na tak cudowny event po sporym śniadaniu. Niemniej odwiedziliśmy Piotrkowską 217, gdzie nasze zmysły i tak zachwyciły ultra-zdrowe zielone pyszności. Jeśli jesteście ciekawi jakie łupy ze sobą przywiozłam i co jadłam, zapraszam do lektury.



Azja, Azja dużo Azji
Nie dalej jak tydzień temu oglądałam jubileuszowy odcinek Kobiety na Krańcu Świata (odcinek 6 - Jedzenie), w którym to Martyna Wojciechowska odwiedziła pewną Koreankę. Ta mamuśka miała w swoim domu siedem lodówek jednej potrawy - Kimchi (czyt. kimczi)! To trochę tak jakby nasze mamy gotowały jedynie bigos i mroziły go w razie wojny. Ucieszyłam się, gdy tylko zobaczyłam na jednym ze stoisk szyld z napisem "Kimchi". Super, że mogłam posmakować tej pieruńsko ostrej kapusty oraz jej wariacji w pierogu. Wszystko to przygotowane zostało przez Koreankę z krwi i kości (a nie tam jakąś podrabianą). Według tego co się dowiedziałam to w Korei nawet prezesi, dyrektorzy i wszystkie te "grube ryby" przygotowują tradycyjną kiszoną kapustę, aby mieć co jeść przez zimę. Danie ogłoszone zostało  też "najzdrowszą potrawą na świecie".
Ogólnie kuchni azjatyckiej na targach nie brakowało. Królowały również chińskie pierożki podawane w bambusowych koszyczkach od Parnik Zamiecnicka oraz ostre potrawy Masittā Korea food.

Nic co Łódzkie nie jest mi obce
Azja, Azją, ale warto też przyjrzeć się lokalnym dobrodziejstwom. Szczególnie gdy ktoś za lady krzyczy  radośnie i dumnie "Jesteśmy z Łodzi". Także tego  nawet jeśli nie ma w Łodzi targów, to pysznie zjeść będzie można na Sienkiewicza 40. Na targach uraczyli gości fistaszkowym currym, leczo, chilli sin carne, zadbali też o słodki deser. Na ich stoisku nie zabrakło grzanego wina z pomarańczą, czy piwa pszenicznego (ku uciesze mojego zmarzniętego męskiego towarzysza).

 


Wege wyprawka
Na festiwalu można było zapatrzyć się również w jedzonko pakowane np. w  Bezmięsnym od dwóch miłych Panów Nie-rzeźników. Ich produkty są moim zdaniem arcydziełem sztuki nie-rzeźniczej. W próżniowych opakowaniach kryją się wykwintne, zdrowe, 100% wegańskie, fejkowe wędlinki, szyneczki, kebsy, kiełby i inne frykasy, które wyglądem do złudzenia przypominają mięso. Moje zainteresowanie zdobyła również Viviera, która oferuje gotowe dania i półprodukty do przyrządzenia. Ich artykuły są dość dobrze dostępne w sieciówkach takich jak Carrefour, Intermarche czy w prestiżowym Piotrze i Pawele - więc warto mieć na oku.

Słodyczy rozkoszna
I tu niestety mimo ogromnego wyboru, poległam. Zachciało mi się dietkowania i świadomego ograniczania słodyczy, więc musiałam obejść się smakiem. A nie łatwo było przejść obok stoisk, które na każdym kroku kusiły, nęciły, wabiły... No i masz! Od zeszłego weekendu Toruń to dla mnie nie tylko piernik, ale też serniki Cake Today (ponoć najlepsze w mieście).



Jednorożcowcowe hot-dogi
Obawiam się, że nie znajdzie się choćby jedna osoba, która byłaby tego dnia na Piotrkowskiej 217 i nie widziała w czyjejś dłoni różowego lub czarnego hot-doga. Lula to pełne obfitości hot-dogi, które zmieniają światopogląd na temat tego jak powinien wyglądać perfekcyjny fast food. No i cóż Lula znalazła się na mojej "to-eat-list" na 2019. Świeże chrupiące buły i wylewające się wręcz kolorowe dodatki i warzywa będą dobre nie tylko na Insta.

To co niejedzeniowe 
Przejść koło świeczek zapachowych i nic nie kupić? Nie ma takiej możliwości, chociaż z jedną musiałam wyjść. Zapach? Oczywiście taki, który rekompensuje to czego jeść nie mogę, czyli słodkie pianki marshmallow. Ale, żeby nie było, decyzja nie była wcale taka prosta bo domkove.pl ma tak szeroką ofertę, że można odlecieć na chmurce. Każdemu maniakowi polecam odwiedzić sklep i osobiście się poinhalować zapachami takimi jak: +500 (czyli aromat świeżej bobo pupy, a nie pinciuset złotych tak jak myślałam), domowa apteczka, earl gray, gin z tonikiem,  gruszka z wanilią, gorzka czekolada i mnóstwem innych. Z działu "niejedzeniowego" były też mądre książki i wdzianka na stópki i główki od Kabak.

Jedyne co mam sobie do zarzucenia tego dnia, że nie przyszłam z odpowiednio przygotowanym, pustym brzuchem, aby zaznać w stu procentach wszystkich wspaniałości.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz